Nigdy nie myślałam o Wilnie jako o "must see". Do wyjazdu skusiła mnie w zasadzie promocja Simple Express- szybkie sprawdzenie terminów oraz destynacji i w ten sposób, zupełnie przypadkowo wybór padł na stolicę Litwy. Wcześniej miasto to kojarzyło mi się tendencyjnie z Mickiewiczem, kaziukami oraz uniwersytetem. Echem odbiła się również rzekomo panująca niechęć do Polaków.
Nasza przygoda rozpoczęła się w piątek wieczorem, całe szczęście tłumów w busie nie było także przejazd był całkiem komfortowy. Rano wylądowaliśmy na Litwie. Zostawiliśmy rzeczy w hotelu i zaspani ruszyliśmy "na miasto". W momencie, gdy miasto (oraz my) budziło się do życia zdążyliśmy zrobić sobie tradycyjne zdjęcia przy Ratuszu, rynku starego miasta, pałacu prezydenckim czy placu katedralnym.
 |
| Pomnik Giedymina na Placu Katedralnym |
Przypadkiem zorientowaliśmy się, że lepiej trafić nie mogliśmy przy wyborze terminu, w mieście rozpoczynały się akurat Dni Stolicy. Podczas weekendu każdy mógł znaleźć coś dla siebie, od koncertów zespołów reprezentujących bardzo zróżnicowane gatunki muzyczne, po występy artystów, stragany z rękodziełem oraz knajpki na świeżym powietrzu serwujące niesamowitą kuchnię. Festiwal skupiał się nie tylko na jednej ulicy, w wielu zaułkach można było natrafić na mini koncerty czy eventy. Pierwszy dzień spędziliśmy w myśl zasady "act like lokal" i spędziliśmy sporo czasu na kosztowaniu Litwy poprzez smaki oraz dźwięki.
 |
| Feeria smaków na Dniach Stolicy |
Na temat litweskiej kuchnii powstała niejedna książka, ja prywatnie stałam się fanką kwasu chlebowego ( swoją drogą po powrocie odnotowałam kampanię pewnej marki tychże produktów u nas w Polsce). Udało nam się także wejść na wzgórze zamkowe, z którego rozprzestrzeniała się piękna panorama miasta. Co było dla nas zaskoczeniem i zaznaczyłam też w tytule postu, w czasie gdy u nas w kraju aura była coraz bardziej jesienna a otaczające barwy żółto-brązowe, w Wilnie trawa była niczym na Wimbledonie. Soczysta, równie przystrzyżona zieleń- był to dla mnie taki ostatni powiew lata. Nie bez kozery Wilno szczyci się tytułem najbardziej zielonej europejskiej stolicy.
 |
| Panorama miasta |
Drugiego dnia z kolei postanowiliśmy nastawić się na zobaczenie jak największej ilości zabytków oraz ciekawych miejsc. Pomimo, że Wilno jest dość kompaktowym miastem postanowiliśmy zwiedzać je...na rowerach. Był to strzał w dziesiątkę i wszystkim mogę ten sposób przemieszczania się polecić. Na pierwszy ogień dotarliśmy do jednego z najbardziej urokliwych miejsc stolicy- tak zwanej Republiki Zarzecza leżącej w zakolu rzeki Wilenki. Dzielnica ta porównywana jest często do paryskiego Monmartu z racji na swój artystyczny charakter.
 |
| Kłódki na moście zakochanych |
Zarzecze posiada własną konstytucję, prezydenta, ambasadorów czy nawet biskupa, o licznych urokliwych zaułkach nie wspominając.
 |
| Konstytucja Republiki Zarzecza |
Mijając po drodze liczne parki (z grającymi fontannami!) w drodze do Góry Trzech Krzyży utwierdziłam się w przekonaniu, że mieszkańcy miasta lubią spędzać czas na świeżym powietrzu. Trzeba przyznać, że Wilno pod względem krajobrazowym ma naprawdę wiele do zaoferowania.
 |
| Góra Trzech Krzyży |
Po zjeździe z góry (który był zdecydowanie przyjemniejszy niż wjazd) postanowiliśmy przeprawić się na drugą stronę Wilii (Neris), gdzie królowały przeszklone wieżowce udowadniające, że Wilno to nie tylko bogata tradycja i historia ale także rozwijające się centrum biznesu.
 |
| Widok na "city" |
Wracając, naszą uwagę przykuły "brzegi miłości" znajdujące się między mostem Króla Mendoga a Zielonym mostem. Po obu stronach rzeki znajdują się kwiatowe napisy wyznające sobie "As tave myliu", czyli kocham Cię. Wieczór postanowiliśmy spędzić ponownie dopieszczając swoje podniebienia na terenie święta miasta, czyli największej dorocznej imprezy odbywającej się w Wilnie. Po 22 pędziliśmy na autobus mający zabrać nas do domu. Noc minęła również w podróży, rankiem obudziliśmy się już na terenie kraju.
 |
| Ratusz wileński |
Na temat zabytków postanowiłam się nie rozpisywać, w sieci można znaleźć kilka rewelacyjnych przewodników oraz wiele przydatnych porad i rekomendacji. Poprzez ten post chciałabym zachęcić wszystkich do odwiedzenia Wilna i złamania stereotypów, że jest to miasto idealna na emeryckie wycieczki. Z wrogością do języka polskiego się nie spotkaliśmy, wręcz po polsku się dogadywaliśmy bez najmniejszego problemu. Trzeba przyznać, że Wilno to nie tylko historia i zabytki, ale miasto oferujące nam niesłychanie wiele ciekawych oraz przyjemnych miejsc.
 |
| Latająca krowa na elewacji jednego z budynków |
Co mi się osobiście podobało to fakt, że atrakcje nie były w jakiś sposób obłożonych turystami, miasto było spokojne i miałam w głowie myśl, że musi to być fajne miejsce do życia. Z jednej strony stolica, wiele wydarzeń kulturalnych, rozwijające się centrum biznesu a z drugiej strony wszech otaczająca zieleń, skwerki, parki, urocze knajpki- było widać, że ludzie nie są w biegu. Wilno jest miejscem równowagi i balansu pomiędzy tym co aktywne i leniwe oraz zabytkowe i nowoczesne. Zdecydowanie polecam, idealne miejsce na weekendowy wypad.