Korzystając z wolnego długiego weekendu miałam wczoraj okazję wybrać się do kina na seans 3D filmu "Metallica: Through the Never". Z niewiadomego względu podchodziłam do tego filmu sceptycznie, sama jego zapowiedź wydawała mi się lekko dziwna. Faktycznie, film ten to nic innego jak przeplatanka koncertu tego kultowego zespołu z historią "chłopca na posyłki", będącego członkiem ekipy technicznej zespołu, który dostaje tajemnicze zlecenie. Drugi wątek jest wyjątkowo płytki i miał na celu chyba wyłącznie pokazanie efektów specjalnych. Makabryczne sceny samopodpalenia czy walk ulicznych w zasadzie nic nie wnoszą, a jedyna myśl jaka mi przychodziła w ich trakcie to "obym nigdy nie musiała znaleźć się w Vancouver"- tam też rozgrywała się akcja filmu.
Szczerze mówiąc, bardziej podobałoby mi się gdyby film nie był niczym innym aniżeli koncertem zarejestrowanym w 3D. Trzeba przyznać, że przedstawiony koncert był dość widowiskowy poprzez scenografię, światła oraz pirotechnikę. Na Metallice byłam dotychczasowo dwa razy i pod tym względem nie wywarli na mnie jakiegoś niesamowitego wrażenia. Na filmowy gig z chęcią bym się wybrała.
Podsumowując, film to nie lada gratka dla fanów ciężkiego brzmienia, ale sama koncepcja jakoś do mnie nie przemówiła. Może trafi on bardziej do nastolatków zafascynowanych klimatami zombie. Muszę jednak się przyznać, że od wczoraj u mnie w głośnikach króluje właśnie dawno nie słuchana Metallica :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz